contentTop

“Czasami by być pierwszym, trzeba przełknąć dumę i ustawić się na końcu kolejki” Gordum

contentBottom

Tkacze snów

Jan Dyrda

    Życie. Tak wiele w skali mikro i tak niewiele spoglądając z drugiej strony mikroskopu na szalkę Petriego.
    1Hz
    Pojedyncza iskra. Nieśmiały impuls nerwowy, przemierzający tajemnicze korytarze spowite mrokiem nieświadomości, przypuścił szturm na bastion ludzkiego umysłu. Po chwili cały mózg rozjarzył się jak…
    Halo na niebie. Problem z nabraniem powietrza w płuca. „Coś” ściskające twarz.
    Samotna, humanoidalna sylwetka zwisała z drzewa na tym, co pozostało ze spadochronu.
    Lecąca kapsuła musiała rozbić się, a on, katapultowawszy się cudem uniknął śmierci. Uniknął? Rozejrzał się i ze zdumieniem skonstatował zwisające bezwładnie ręce. Nie czuł ich, choć powinien. Kłucie w barku i w nogach. Coś w podświadomości podpowiedziało mu, że powinien zacząć się ruszać i to szybko.
    Nieużywane czas jakiś oczy bolały go od światła. Słońce. Prawdziwe słońce ogrzewające jego twarz, a raczej skorupę z błota i krwi, która ją pokrywała. Zamachnął się prawym barkiem, by poruszyć ręką. Prawą dłonią trafił w lewą wprawiając ją w ruch właściwy groteskowej kukiełce. Spróbował napiąć mięśnie. Równie dobrze mógłby próbować napiąć koszulę. Jedyne co czuł, to głód, ale nad nim również nie miał władzy. Przełknął ślinę. Wyschnięty język zapiekł go, a dziwny smak wypełniwszy jamę ustną zmobilizował go do kolejnej próby wyswobodzenia się. Po chwili poczuł prawą rękę bardziej, niż chciał. Zagryzł zęby i szarpnął się jeszcze raz. Skurcz pomału ustępował i wraz z nim wracało czucie. Spróbował sięgnąć… po to ostre coś, co miał zwykle przy pasie. Chwyciwszy rękojeść noża wyswobodził go i spojrzał w dół.
    - Nie jest tak źle; – pomyślał rozpoczynając piłowanie sznurków spadochronu.
    Uderzeniu o ziemię towarzyszył plastyczny odgłos przebijanego kombinezonu i krzyk.
    Jakiś fragment statku, kapsuły, czy cokolwiek to było, musiał przelecieć szmat drogi po zbliżonej do jego trajektorii, by spocząć pod tym samym drzewem. Pamiętał, o tym, by nie wyjmować przedmiotów z rany. Uszkodzenie tętnicy udowej mogło sprawić, że wycieńczony umrze szybciej niż zdążyłby o tym pomyśleć. Roześmiał się. Był odwodniony i głodny, a smak, który miał w ustach wskazywał na to, iż powietrze jakim oddychał, nie do końca do przyjmowania w płuca się nadawało. Miał szczęście, że mógł w ogóle oddychać.
    - Szanse jedne na miliard; - roześmiał się histerycznie.
Szarpnął nogę i krzyknął jeszcze głośniej. Spróbował się odczołgać od zakrwawionego „miecza” ostrej blachy. Choć ból mało nie przeniósł go do krainy błogiej nieprzytomności, to jednak nadal żył. Zwymiotowałby, gdyby miał czym. Skurcze trwały, a on im się poddawał dopóki na liściach zielonożółtych bylin nie zobaczył plamy krwi. Oprzytomniał. Odciął metr zwisającego z drzewa pnącza i zawiązał wokół uda. Udało mu się również znaleźć jakiś opadły konar, który posłużył mu za kulę. Powstał i podjął heroiczną próbę znalezienia wody.
    Gdy tak kuśtykał przed siebie, zorientował się, co nie pasowało mu do tej pory w tej układance. Lewą dłonią dotknął swojej piersi. Naszywka. Bayd Corp. Czytanie przyszło mu z trudem.
    - Cholerne litery bawiące się w berka.
    Bayd.
    - Bayd – powtórzył zeschniętymi ustami na głos.
    Od razu poczuł się raźniej, gdy usłyszał swoje imię. Nawet jeśli to tylko on je powiedział. Zaczął kuśtykać dalej.

    - Wystąpił problem panie Doktorze – mruknął zaabsorbowany monitorem mężczyzna w kitlu i okularach w rogowej oprawie.
    Odchrząknął.
    – Mamy poważny problem panie Doktorze! – krzyknął i błyskawicznie wysunął się na grawitacyjnym krześle ze swojego boxu, by pomknąć ku górze.
    Wznosił się w słupie światła ku niebu, a przynajmniej jego projekcji na sklepieniu. Nigdy nie widział nieba. Na dobrą sprawę nigdy nie opuścił Dormitorium 3. Analizując każdej doby setki tysięcy odczytów ze świata zewnętrznego nie był pewien, czy nawet chciałby. Wzlatywał wygodnie rozpostarty i krytycznym okiem spoglądał na pogrążone w obserwacji białe kitle.
    - Ciekawe czy te tępaki dostrzegłyby taki niuans? – uśmiechnął się pogrążając w samouwielbieniu. – Ciekawe, jak Doktor mnie nagrodzi? – rozmyślał.
    Może w końcu będzie mógł się oderwać od Neokofeiny® i odpocząć w swoim DreamBedzie 2100. Od czasu kiedy kupił komorę programowalnych snów, nie wykorzystał jej ani razu. Odpowiedzialność Monitozorcy, powiadają. Chwała Obserwatorom, mówią.
    - Niech żyje! – mruknął sterując w stronę pulpitu Doktora Myengzengwe (Montuzengwe).
    Doktor zasiadał na półkolistym podwyższeniu otoczony trzema transparentnymi multikranami. Clark i pozostali pracownicy Centrum Opieki i Kontroli wielokrotnie zastanawiali się, jak możliwa jest taka podzielność uwagi. Jakie dawki neokofeiny Doktor musiał przyjmować? Niektórzy w myślach nazywali go Doktorem Robotem. Nigdy na głos. Ludzie stali się bardzo ostrożni. Część nauczyła się nawet kneblować przed snem, by czegoś nieopatrznie nie wygadać komorom sypialnym. Druga część… cóż… druga część nie spała monitorując pierwszą.
    - Chwała Nieśpiącym, Doktorze. Obserwator 39462 zgłasza się do raportu.
    - Chwała bądź NeuRoh’nowi. – Doktor przywołał coś na multikranie. Tak, Clark?
    - Pamięta? Wie? – brew zadrżała Clarkowi – Trzymaj się durniu; – dodał sobie otuchy.
    12Hz
    - Obiekt numer 76543, Doktorze, zranił się. Wystąpiło ponadto podejrzenie uszkodzenia kory mózgowej. Doświadczenie podpowiada, że obiekt jest już stracony. Czy mamy go odciąć?
    - Nie… poobserwuj go jeszcze trochę. Zamelduj mi o jego stanie za sześć godzin.
    - Doktorze, czy nikt inny..?
    - Clark, dobrze wiesz, jak to działa. Jesteś perłą tego systemu i jednym z lepiej wyszkolonych Obserwatorów. Wdrażanie innego w niuanse i zasady twojej obserwacji byłoby zbyt pracochłonne.
    - Skąd on wiedział, o co się spytam!? – oko Clarka zadrżało w nerwowym tiku.
    13Hz
    - Rozumiem - odpowiedział Clark spuszczając głowę. Marzenia o łóżku i śnie odpłynęły w bliżej nieokreśloną przyszłość.
    - Nie martw się. Twój odpoczynek nadejdzie. Tymczasem ciesz się, że możesz przysłużyć się Nacji.
    - Tak jest, Doktorze; - Clark wyprostował się. – Chwała Nieśpiącym!
    - Chwała bądź NeuRoh’nowi.
    Clark odlatywał na swoim krześle. Prawa brew zaczęła ponownie mu skakać i musiał jej dotknąć dłonią, by się uspokoiła. Gdy leciał w dół przez chwilę przeszło mu przez myśl, by doświadczalnie sprawdzić, jak zachowa się jego ciało w zderzeniu z podłożem. Cholerny świat…
    W może pięć minut po tym, jak zalogował się ponownie na stanowisku kurier dostarczył mu znienawidzone metalowe puszki.
    - Czemu dwie? Zawsze była tylko jedna…
    Nie zwiastowało to niczego dobrego. Roznoszone transportem Nacji puszki, były metodą indywidualnego dawkowania medykamentów. Wyspecjalizowane algorytmy obliczały zapotrzebowanie, oraz konieczność zmian dawek leków dla całej ludności. Jak to się odbywało? Skąd wiedziano komu i kiedy oraz co? Tego Obserwatorzy nie wiedzieli. Mówiono im tylko: „algorytmy”. I: „one wiedzą najlepiej, czego wierny sługa NeuRoh’na potrzebuje”.
    Zaczynał podejrzewać, że wiele rzeczy nie jest takich jakimi się zdawało.
    Po otwarciu puszki spojrzał na znienawidzony blister wypełniony czerwonymi kapsułkami. W drugiej puszce, metalicznie połyskującej w promieniach zwisającej ze sklepienia lampy-słońca, znajdował się blister z niebiesko powleczonymi tabletkami chelatu magnezu.

    W 2016, w odpowiedzi na powszechną tachyfilaksję na kofeinę, producenci napojów i tabletek energetyzujących zastąpili ją pseudoefedryną. Po 2023 roku powstały handlowa nazwa i receptura Neokofeiny. Wprowadzono ją na rynek po tym, jak i oparte na pseudoefedrynie preparaty przestały wystarczać uczniom, biznesmenom i wszystkim chcącym lub muszącym pracować na zwiększonych obrotach. Zaczęto od prostych haseł: „Zwiększ wydajność!”, „Baw się dłużej!”… Początkowo zakazana przez rządy, w wyniku „wyższej konieczności”, jaką była inwazja na naszą słodką, błękitną planetę została dopuszczona do ograniczonego obrotu. Najpierw faszerowano nią tylko żołnierzy, pilotów, kierowców, budowniczych i naukowców… Historia lubi się powtarzać. Jak podczas pierwszej wojny światowej efedryna pomagała piechocie przetrwać w okopach, tak neokofeina umożliwiła nam zakopanie się pod ziemią w Dormitoriach.
    Na skutek buntów, nieporozumień i podziałów o mały włos ludzkość nie wybiła się sama. Za sprawą wspólnego wroga udało się zjednoczyć narody ponad podziałami pod jednym, wspólnym sztandarem Nacji, a niepokornych i buntowników zniszczyć lub przegnać na powierzchnię, gdzie nie czekało ich nic prócz zagłady. Pozostała w Dormitoriach większość powierzyła władzę superkomputerowi – NeuRoh’nowi i będącym bezpośrednimi wykonawcami jego woli: Nieśpiącym, Obserwatorom i Monitozorcom. Ich zadaniem było szukać słabych ogniw w ocalałym społeczeństwie. Niepokornych. Wątpiących. Innowierców. Nie było dla nich miejsca w NeuRoh’nacji, jak nazwano rządy superkomputera. Za czasów dawnych religii i rządów używano proroctw, przepowiedni i przypuszczeń. NeuRoh’n używał algorytmów. Obliczeń. Czyli, przynajmniej w teorii, twardych faktów przesyłanych z prędkością światła w optycznych procesorach chłodzonych azotem… tak oto w 2034 NeuRoh’n podał, że słabością Dormitoriów jest ich łączność. Wystarczyło zdobyć jedno, by zawładnąć wszystkimi. I choć każde z nich zaprojektowano jako idealne miejsce obronne, to jak wykazała historia starożytnych Termopil – nie ma idealnych miejsc obronnych, jak długo broniącymi się są… ludzie.
    Zdrada. To z obawy przed nią stworzono Centrum Opieki i Kontroli. Na wielodobowych wartach, szprycowani neokofeiną czuwali Monitozorcy, których skurczone cienie otoczone były aureolami monitorów. Wyżej od nich na drabinie stali Obserwatorzy. Wszyscy oni zaś podlegali NeuRoh’nowi i jego Nieśpiącym – technokratom, zwerbowanym spośród ocalałych po inwazji najtęższych umysłów. To Nieśpiący zaprojektowali i stworzyli NeuRoh’na. Oddelegowani do sprawowania władzy, po jednym na każde z piętnastu Dormitoriów i trzech najbardziej zasłużonych bezpośrednio przy NeuRoh’nie. Rzadko pokazywali się światu. Zbyt istotni dla przetrwania. Zbyt krusi, by ich narażać. Bez nich ciężko byłoby superkomputerowi egzekwować swoje plany.

    Copyright © 2011 Jan Dyrda. All Rights Reserved.


    Przypadła do gustu, zaintrygowała, a może przeraziła Cię wizja Świataktórynieśpi? Wiesz, gdzie klikać.



[Główna] [Kontakt] [Twórczość] [Komiksy] [Pirografia] [Tłumaczenia] [Opowiadania]