contentTop

“Czasami by być pierwszym, trzeba przełknąć dumę i ustawić się na końcu kolejki” Gordum

contentBottom

Z czasem wszyscy zgrzybiejemy

Jan Dyrda

    Wiatr - troskliwy pasterz - szybko przeganiał kłębiaste baranki po niebieskim pastwisku nad parkingiem centrum handlowego. Czynił to w pośpiechu sugerującym coś, co przeciętnemu obserwatorowi umyka w codziennej bieganinie... lub też oczekiwaniu.
    Zniecierpliwiona blondynka stała samotna przed wahadłowymi drzwiami galerii handlowej.
     „Drzwi poruszane automatycznie. Prosimy nie pchać!” Napis nie przeszkadzał kolejnym osobom popychać ich raz po raz.
    Miła dziewczyna o miękkich rysach twarzy, dużych oczach i pełnych wargach. Ładna i samotna – widok równie rzadki jak stokrotka w spękaniu asfaltu krajowej „jedynki”. Raz po raz okręcała głowę lustrując cały parking. Szczególną uwagę zwracała na młodych mężczyzn spieszących w jej stronę.
    Piotrek jak zwykle się spóźniał! Co jest nie tak z tym facetem, że gdy się umawia na trzecią, to nie może zdążyć na czwartą?
    Wściekłość, niczym opary benzyny w słoneczny dzień, unosiła się nad Karoliną. Czekała tu już pół godziny, a Wielki Nieobecny nie raczył wysłać nawet głupiego smsa. Pomału osiągała stan, w którym iskrą inicjującą wybuch może stać się dowolne źródło ciepła. Padło na najbliższą osobę.
    - Możesz przestać tu palić?! - krzyknęła na chłopaka, który z lubością oddawał się nałogowi duszą i ciałem.
    Przymknąwszy oczy i wystawiwszy twarz do popołudniowego słońca nawet nie pomyślał, że może chodzić o niego. Owszem obserwował blondynkę. Owszem była fajna. I owszem, jeśli miał być szczery, to oczyma wyobraźni widział ją podającą mu zimne piwo gdzieś na południowych wyspach.
    Ona w trawiastej przepasce... on z opalonym torsem, ciut szerszym niż ten, w którego skrzętnie inwestował na siłowni... i zimny browar. Żaden tam mikroskopijny drinczek z parasolką z parady równości. Takie są dobre dla gimnazjalistek.
    Nie liczył na to, że jest wolna, ani iż zwróci swoją uwagę na niego – był naprawdę przeciętnym gościem.
    - Ej ty! Mówi się do ciebie!
    A jednak. Zrobił na niej wrażenie.
    - Tak? - próbował być czarujący i nonszalancki jednocześnie.
    Efektem była mina marmozety białej zaskoczonej wycinką lasu.
    - Przestań tu palić! Przeszkadzasz mi!
    - Co za zołza! - pomyślał. Na głos dodał tylko – To jedyne miejsce w okolicy wyznaczone do palenia!
    Prychnęła, próbując dać do zrozumienia, że nic a nic jej to nie obchodzi.
    Chłopak szybko pożałował odpowiedzi. Wcześniej dziewczyna chociaż była zła. Teraz traktowała go jak powietrze.
    Darek nie rozumiał kobiet. Dziewczyn. Samic. W swej własnej opinii urodził się bez „tego czegoś”. Jego ostatni związek przetrwał miesiąc.

         * * *

     „Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz...”
    Padał wiosenny deszcz. Niektórzy opisaliby jego krople wybijające ponury nokturn na wieku trumny jako „ostateczne w swej nieodwracalności”. Darek nie słyszał niczego takiego. Myślał o Weronice, jej ciepłych wargach i oddechu pełnym słodyczy gumy do żucia. O jej donośnym śmiechu, którym wybuchała raz po raz. O tym, że też lubiła piwo. O kurczaku, którego robiła lepszego niż... Mama? Wiedział co to słowo znaczy dla innych. Dla niego były to tylko cztery litery tworzące dwie sylaby, które zaś złożone do kupy dawały wyraz. Znaczący w uszach Darka tyle, ile każde inne słowo wypowiedziane w papiamento. Czyli nic.

         * * *

    Karolina nie zamierzała dłużej czekać.
    Liczę do dwudziestu i jak się nie pojawi… Pewne groźby lepiej pozostawić niewypowiedzianymi. Raz... Dwa…
    …trzydzieści sześć,

         * * *

    Darek nie płakał. Po prostu żal mu się zrobiło tego wszystkiego, co mieli, a co nigdy już nie miało wrócić.
     „Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie...”
    - Śpij spokojnie Weroniczko. Nigdy już nikogo… – obiecywał w duchu.
    Stał trochę na uboczu, skryty za pniem lipy. Nie miał stąd najlepszego widoku na „Operację: Pochówek”, lecz trwał. Tak jak uważał, że powinien. Skąd, w końcu, mógł wiedzieć, że jest uczulona na kwiaty! Przynosił jej co tydzień bukiet. Najdokładniej pamiętał ten czwarty, banalny ale szczery. Siedem czerwonych róż poprzetykanych gipsówką, mające zapewnić Weronikę o jego uczuciu. Można powiedzieć, że ich marzenie w pewien, wyjątkowo perwersyjny sposób się spełniło. Miłość do grobowej deski... Jej akurat.
    Tamtej nocy dostała zapaści, z której nie udało się jej odratować. Zakłopotani lekarze sami nie wiedzieli, co przytrafiło się ich pacjentce. Pomimo stosowania najnowszych zdobyczy medycyny i na przekór stabilnemu stanowi chorej, ta – zmarła. Musząc wpisać coś do aktu zgonu, orzekli ciężkie zapalenie płuc spowodowane alergią, i aby długo nie szukać, znaleźli przyczynę ataku w wazonie na stoliku zmarłej.
    Kwiaty...
Cała rodzina została poinformowana o okolicznościach śmierci. To dlatego na grobie nie pojawił się żaden wieniec, czy najdrobniejszy nawet kwiatuszek. I to dlatego Darek przyniósł wieniec białych lilii przewiązanych szarfą: „Dla Ukochanej”. Czuł że, tak jak te lilie, jest niewinny. Żywił beznadziejnie naiwne przekonanie, iż cztery bukiety kwiatów nie mogły nikogo zabić. Chyba, że zjedzone bez gryzienia i popite wodą ze szpitalnego wazonu...
    Głęboko odetchnął gorzko-słodkim dymem z papierosa i pstryknięciem posłał niedopałek w przestrzeń. Pofrunął efektywną parabolą i wirując z sykiem zgasł wpadłszy w kałużę. Szedł pewnym krokiem. Ostatnie zapłakane ciotki zniknęły przed czterema minutami. Zbliżając się do grobu nie czuł już niczego. Prócz wściekłości. Zabrano mu dziewczynę i jeszcze absurdalnie oskarżono go o jej śmierć. Złożył wieniec i wyprostował się. Kopidołki też gdzieś zniknęły. Zapewne deszcz ich przegnał w jakiś suchszy zakamarek cmentarza.
    Jego dumne oczy wpatrzone były w dal. Po chwili uśmiechnął się sam do siebie i ruszył z powrotem do pracy. Wyciągnął i zapalił papierosa.
    Kolejny niedopałek pokoziołkował, by rozminąć się o kilka centymetrów z koszem. To zawsze są centymetry. Czas do pracy. Ostatni, przezroczysty kłąb dymu z płuc rozpłynął się, by dołączyć do swych większych braci na niebie. Darek lubił robić to, co robił. Żałował, że nie może poświęcić pracy każdej z godzin jakie liczy doba.

         * * *

    Piotr, tak jak i pozostała znakomita większość męskiej części populacji, nigdy nie przyglądał się stropom pomieszczeń, w których dokonywał zakupów. No bo co, kurczę blade, chciałoby się powiedzieć. Czuł się naprawdę nieswojo. Nie sprawił tego bynajmniej widok kartki z napisem: „Przerwa na papierosa – zaraz wracam”. Niepokój, który go przenikał, był tym, który okazuje gazela, gdy czuje lwa w pobliżu. Czuł się obserwowany. Przez drapieżnika.
    - Dzień dobry! - wesoło krzyknął jakiś mężczyzna idący w jego kierunku.
    - Dzień dobry; – wymruczał bez przekonania w odpowiedzi.
    Facet okazał się być sprzedawcą, właścicielem sklepu i entuzjastą wszystkiego, co roślin dotyczy.
    - Jestem strasznie spóźniony i naprawdę potrzebuję olbrzymiego bukietu kwiatów - tłumaczył Piotrek.
    - Co byś powiedział na lilie? Dajmy na to... te herbaciane!
    - Niech będą. Tylko dużo i szybko. To i tak cud, że jeszcze na mnie czeka... – powiedział Piotrek próbując wzrokiem przyspieszyć ruchy sprzedawcy.
    W żadnej innej kwiaciarni nie widział równie bogatego asortymentu. Te dziesiątki gatunków roślin, w odcieniach obcych nawet tęczy. Chętnie spędziłby tu więcej czasu. Jego ubranie przesiąkało wonią kwiatów, która, wnikając głębiej, przez pory skóry, sprawiała, że czuł się jak w raju. Taki swobodny i szczęśliwy. Rześkość leśnego strumienia. Tylko ta tropikalna mieszanka wilgoci i temperatury powodowała ucisk w klatce piersiowej.
    I znów to ukłucie niepokoju. Instynkt podpowiadający mu, że coś jest nie tak. Że czas uciekać.
    - Halo!? - próbował wyrwać swego klienta z rozmyślań sprzedawca. - Tak mogą być?
    - Jasne. Śliczne. Ile płacę?
    - Dwadzieścia złotych... z rabatem powitalnym.

    Copyright © 2009 Jan Dyrda. All Rights Reserved.


    Fan Lovecrafta? Nienazwane koszmary to Twoi kumple z piaskownicy? Niewysłowiona groza siedzi u Ciebie w lodówce? Kliknij i daj się przerazić.



[Główna] [Kontakt] [Twórczość] [Komiksy] [Pirografia] [Tłumaczenia] [Opowiadania]